Wybór większej ławy

 

Święta zbliżały się wielkimi krokami – nieważne, iż raptem kilka dni wcześniej było Wszystkich Świętych. W końcu supermarkety i centra handlowe już wystawiają ozdoby, czy nic to nie znaczy? No właśnie. Kontynuując, święta zbliżały się coraz szybciej. Trzeba było zacząć szukać prezentów, przepisów i… Nowych mebli?!

Ława na świąteczny obiad

ławy podnoszone rozkładanaZauważyłam to przypadkiem, w trakcie nakładania do stołu. Nasza ława w salonie była definitywnie zbyt mała na to, by przyjąć trzydziestkę gości, których się spodziewaliśmy! Podzieliłam się swoimi przemyśleniami z mężem Heniem, który próbował mnie uspokoić. Niestety jego słowa tylko mnie bardziej zeźliły i jedną groźbę rozwodu później zmierzaliśmy do salonu meblowego. Nie byłam zbyt zdecydowana, czego szukać. Większego stołu? Na święta byłby idealny, jednak stół bankietowy na co dzień przeszkadzałby niemiłosiernie, choćby w odkurzaniu. Takiej samej, ale inaczej zbudowanej? Nie, to nie miało sensu. Spytałam się więc jedynej zaufanej osoby, której zdanie się liczyło – czyli asystenta sprzedaży. Powiedział, iż nie będzie na taką okazję nic lepszego niż ławy podnoszone rozkładane. Oczywiście, krzyknęłam, po czym ruszyłam na poszukiwania. Jak na zawołanie zaczęłam zauważać ładne, drewniane ławy wielkości podobnej do naszej aktualnej, jednak po rozłożeniu mogących pomieścić choćby i królewski dwór! Dodatkowo rozkładały się w ciekawy sposób – podnosiło się je do góry, po czym rozkładało schowane wcześniej skrzydła! Teraz pozostał problem wyboru odpowiedniego fasonu i koloru. Jako że nasza jadalnia była wykonana w gustownej bieli, to stół musiał być albo biały, albo bardzo ciemny. Mąż próbował wskazać mi taką ze szklanym wykończeniem, ale tylko prychnęłam. Dla mnie liczyło się tylko lite drewno. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na białą, drewnianą ławę z lakierowanego drewna.

Przy kasie dowiedzieliśmy się, iż dostarczona ona zostanie w przeciągu paru dni roboczych. Nie było to żadnym problemem, gdyż dopiero na święta była nam tak naprawdę potrzebna. W dniu przyjazdu byliśmy gotowi – stara ława trafiła do zięcia, który w zamian kupił dla mnie bombonierkę i bukiet czerwonych róż. Miły gest, jednak bardziej zastanawiałam się nad ławą. Dopiero gdy stanęła na środku jadalni wiedziałam, iż był to absolutny strzał w dziesiątkę.