Dzieci i worek na zabawki

Mieliśmy dwójkę uroczych dzieci. Syn miał 5 latek, córka właśnie kończyła 4. Nasze urwisy to bardzo energiczne maluchy. Ciężko za nimi nadążyć. W jednej chwili są w pokoju, a za moment już na parterze psocą w pokoju dziadka. Cieszyłam się, że zdrowo rosną, są pełne energii, jednak czasami miałam problem z okiełznaniem ich. Byłam zmęczona, jak każda matka po całym dniu spędzonym na opiece i pilnowaniu swoich pociech.

Worki na dziecięce zabawki

worek na zabawkiNajwiększym problemem był brak umiejętności sprzątania u moich dzieci. Rozrzucały zabawki z myślą, że przecież i tak mama wszystko po nich posprząta. Biegałam za nimi, sprzątałam i musiałam ciągle się schylać. Tak mnie bolał kręgosłup, że nie mogłam już wytrzymać. Pomyślałam, że muszę coś zmienić i nauczyć dzieci porządku. Uznałam, że worek na zabawki mógłby rozwiązać mój problem i nauczyć dzieci porządkowania. Widziałam kiedyś w internecie różne ciekawe kosze z usztywnieniem, do których można było wkładać dziecięce zabawki. Były bardzo pojemne i wiele mam chwaliło je za to, że spokojnie wszystko się do nich mieści. Obejrzałam różne oferty, w celu wybrania najładniejszych worków w uniwersalnych wzorach. Kiedy jest się rodzicem dziewczynki i chłopczyka, trzeba się nieźle natrudzić, żeby urządzić pokój tak, aby pasował do obu płci. Udało mi się znaleźć worek z podobizną ulubionych bohaterów z bajki moich dzieci. Zawsze ją oglądali, gdy akurat był nowy odcinek. Na uwagę zasługiwał fakt, iż worek był wykonany z materiału wysokiej jakości. Posiadał też niezbędne certyfikaty bezpieczeństwa i logowanie. Wiedziałam, że taki dodatek z pewnością spodoba się dzieciom i do tego będzie pasował do wystroju pokoju. Worek był w kolorze morskim, tak więc można było uznać go za kolor uniwersalny. Pojemność miał bardzo dużą, jednak byłam ciekawa, czy wszystkie zabawki wejdą do środka.

Kiedy tylko worek do nas dotarł, miałam okazję podziwiać, jak moje dzieci zamieniają się w małych pracusi. Zaczęły nagle dbać o porządek w pokoju i zawsze pod koniec dnia, gdy kończyły zabawę, układały wszystko w worku. Cieszyłam się, że w końcu się udało osiągnąć to, na czym tak bardzo mi zależało. Moje dzieci teraz same porządkują i nie wyręczają się mną. Przynajmniej mój kręgosłup w końcu może sobie odpocząć.